niedziela, 22 marca 2015
Post próbny
Dziwnym trafem pewnego ranka, dawno, dawno temu, w czas dla świata
spokojny, gdy mniej na nim było zgiełku, a więcej zieleni, gdy hobbici żyli liczni
i szczęśliwi, a Bilbo Baggins zjadłszy śniadanie stał pod swymi drzwiami i ćmił
olbrzymią, długą, drewnianą fajkę, sięgającą mu prawie do kosmatych palców
u nóg (porządnie wyszczotkowanych) — przechodził tamtędy Gandalf. Gandalf!
Gdybyście o nim słyszeli bodaj ćwierć tego, co ja — a ja słyszałem ledwie małą
cząstkę tego, co o nim mówią — już byście wiedzieli, że czeka was na pewno
niezwykła historia. Gdziekolwiek bowiem zjawił się Gandalf, opowieści i przygody
jakby cudem wyrastały dokoła niego. Nie przechodził drogą pod Pagórkiem
od bardzo dawna, a mianowicie od śmierci swego przyjaciela, Starego Tuka, toteż
hobbici niemal zapomnieli, jak wygląda. Małe hobbity i hobbitki zdążyły podorastać
przez czas, gdy Gandalf bawił w sobie wiadomych sprawach daleko za Pagórkiem
i po drugiej stronie Wody.
Nic więc nie podejrzewał Bilbo, gdy owego ranka zobaczył małego staruszka
w wysokim, spiczastym, niebieskim kapeluszu, w długim szarym płaszczu przepasanym
srebrną szarfą, z długą siwą brodą sięgającą poniżej pasa, obutego
w ogromne czarne buty.
— Dzień dobry — powiedział Bilbo i powiedział to z całym przekonaniem, bo
słońce świeciło, a trawa zieleniła się pięknie. Gandalf jednak spojrzał na niego
spod bujnych, krzaczastych brwi, które sterczały aż poza szerokie rondo kapelusza.
— Co chcesz przez to powiedzieć? — spytał. — Czy życzysz mi dobrego dnia,
czy oznajmiasz, że dzień jest dobry, niezależnie od tego, co ja o nim myślę; czy
sam dobrze się tego ranka czujesz, czy może uważasz, że dzisiaj należy być dobrym?
— Wszystko naraz — rzekł Bilbo. — A na dodatek, że w taki piękny dzień dobrze
jest wypalić fajkę na świeżym powietrzu. Jeżeli masz przy sobie fajkę, siądź
przy mnie, poczęstuję cię moim tytoniem. Nie ma co się śpieszyć, cały dzień
przed nami. — To rzekłszy Bilbo siadł na ławce obok swych drzwi, założył nogę
na nogę i dmuchnął pięknym, siwym kółkiem dymu, które nie tracąc kształtu po-
żeglowało w powietrzu aż nad szczyt Pagórka.
— Bardzo ładnie — powiedział Gandalf. — Ale nie mam dziś czasu na puszczanie
kółek z dymu. Szukam kogoś, kto by zechciał wziąć udział w przygodzie,
to znaczy w wyprawie, którą właśnie przygotowuję; bardzo trudno kogoś takiego
znaleźć.
— Ja myślę, że trudno! W naszych stronach! My tu jesteśmy naród prosty
i spokojny, nie potrzeba nam przygód. Przygody! To znaczy: nieprzyjemności,
6 7
zburzony spokój, brak wygód. Przez takie rzeczy można się spóźnić na obiad. Nie
pojmuję, co się w tym komuś może podobać — rzekł nasz pan Baggins, zatknął
wielki palec lewej ręki za wycięcie kamizelki pod pachą i wypuścił drugi z kolei,
jeszcze większy pierścionek dymu. Potem sięgnął po ranną pocztę i zaczął czytać
listy, udając, że nie zwraca wcale uwagi na staruszka. Doszedł do wniosku, że nie
jest to odpowiednie dla niego towarzystwo, i chciał się go co prędzej pozbyć. Ale
Gandalf nie ruszył się z miejsca. Stał oparty na lasce i nic nie mówiąc przyglądał
się hobbitowi, aż w końcu Bilbo zmieszał się, a nawet trochę rozgniewał.
— Dzień dobry — powiedział wreszcie. — Nie życzymy sobie tutaj żadnych
przygód, dziękujemy pięknie. Spróbuj za Pagórkiem albo po drugiej stronie Wody .
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)